Historia zasłyszana na ostatnich zawodach Adaśka. W przerwie, mamy tancerzy i tancerek, jak zwykle umówiły się na ploty

Dzień był pogodny, widoczność bez zarzutu. Kobieta jechała samochodem przez odludzie. Jechała trasą przez lasy, kiedy we wstecznym lusterku zobaczyła, jak do jej samochodu z wolna zbliżał się TIR. Było wąsko, bo to jakaś zapomniana trasa, jednej z ostatnich drogowych kategorii. W pewnym momencie zauważyła, że na szosie leży konar drzewa. Zwolniła. Podjechała do przeszkody, wysiadła, a kiedy wracała do samochodu po usunięciu drzewca, zobaczyła, że kierowca TIRa miga na nią światłami i trąbi jak oszalały...
W pierwszej chwili pomyślała, że może ma coś nie tak z hamulcami, ale TIR będąc już tuż tuż, zaczął zwalniać. Wystraszyła się więc, gdyż zachowanie kierowcy ciężarówki odebrała jako co najmniej dziwne. Pomyślała, że kierowca to może jakiś zboczeniec i że może chcieć zrobić jej krzywdę. Nie czekając aż TIR dojedzie, wsiadła do auta i szybko odjechała.
Kierowca TIRa nie dał jednak za wygraną - mknąc szosą przez las, dalej dawał znaki światłami drogowymi (długimi), dalej trąbił jak oszalały, jakby chciał, aby natychmiast się zatrzymała. Wystraszona kobieta zadzwoniła do męża, zdając mu relację z tego, co się dzieje, pytała, co ma w tej sytuacji zrobić.
Mąż oczywiście nalegał, aby się nie zatrzymywała, aby jechała dalej, aż opuści leśną szosę i dojedzie gdzieś do ludzi. Tak też zrobiła. Jechała bardzo szybko, wystraszona i skupiona na znakach, które po kilku minutach oznajmiły jej, że zbliża się do stacji paliw.
Można powiedzieć, że nie wjechała, a wleciała na stacją benzynową. Podjechała pod sam pawilon kasowy i wybiegła z auta. W tym czasie, kierowca TIRa skręcał za nią na stację.
Obsłudze stacji powiedziała roztrzęsionym głosem o goniącym ją kierowcy ciężarówki, na co dwóch panów z obsługi ruszyło w stronę TIRa. Kiedy ten się zatrzymał, podbiegł do samochodu kobiety i wykrzyczał, co widział...
Okazało się, że kiedy kobieta wyszła z samochodu odrzucić gałąź, do jej auta wsiadł jakiś mężczyzna i schował się na tylnym siedzeniu. Widząc wsiadającego człowieka, kierowca TIRa zaczął migać światłami i trąbić. Niestety kobieta wsiadła do auta i odjechała.
Mimo, że TIR miał skręcić na jednej z krzyżówek, pojechał za kobietą, aż na stację paliw, gdzie się zatrzymała. Widział kobietę, jak biegnie do pawilonu kasowego, widział również mężczyznę, który najprawdopodobniej orientując się, co się dzieje, uciekł z auta w stronę pobliskiego lasu...
Jakby na potwierdzenie wersji kierowcy TIRa, w samochodzie kobiety, obsługa stacji znalazła sznur i nóż. Gdyby nie kierowca ciężarówki, zapewne leżałaby gdzieś w lesie zgwałcona i zamordowana. Kiedy do kobiety dotarło, czego uniknęła, rozpłakała się.
Do dziś, jak twierdzi, boi się jeździć tą trasą, a na wszelki wypadek, wozi w samochodzie gaz pieprzowy i paralizator.
Niestety, z racji toczącego się turnieju i zmiany strojów tancerzy (w której kobieta pomagała córce), nie wiem, czy zawiadomiono policję o całym zdarzeniu i czy na nożu były odciski palców, co mogłoby dać szansę na zatrzymanie mężczyzny, który najprawdopodobniej sam położył na szosie konar.
Nie wiem również, czy kierowca użył radia CB w czasie jazdy, aby wezwać Policję. Może wołał, ale nikt go nie słyszał? Może do stacji paliw aż tak daleko nie było, a policjanci wezwani być może przez telefon komórkowy kierowcy TIRa, nie zdążyli dojechać?... Niestety nie wiem. Kiedy poznam dalszy ciąg (o ile w ogóle go poznam), z pewnością dam znać. Może na następnym turnieju, Kasia dowie się, jak skończyła się ta cała historia...